piątek, 17 sierpnia 2007

na czubku Sao Jorge, nieskończone pastwiska urywają się dwustumetrowym klifem;
...
kompletne odludzie, dojście tylko na piechotę, ale spotkałem tam jednego, w sumie pierwszego na wyspach, turystę : miał wielki plecak, karimatę, w dłoni kijaszek, ubrany w starą koszulę flanelową, na szyi apaszka...
niesamowite wrażenie, że już go gdzieś widziałem:-)

Brak komentarzy: