50% druzyny ratuje san juan przed skutkami oczekiwanego tutaj lada dzien trzesienia ziemi, przeprojektowywujac wszystkie budynki w miescie, druga polowa, coby nie zasniedziec, ruszyla w andy...
w koncu jakies gory, jakies, za przeproszeniem, zadupie...
zagubiony w goerach autodrom, ryk silnikow odbijal sie od skal i trwal...:)
zar z nieba, zero cienia,najwieksze drzewa w skali polskiej pietruszki...
happening o zachodzie, w tle rytmy tanga
ochrona wizerunku miasta...? to jest wizerunek miasta...
szwendanie
ostatnia wieczerza z Tomasem i Pilu, oczywiscie asado, czyli pol krowy na glowe...
:)
Rosario rozlozone nad rzeka, po jednej stronie w miare nowoczesne centrum , po drugiej zielona pampa po horyzont
z ta Ameryka to sciema, zamelinowalismy sie w Zalesiu...
zawod : wyprowadzacz psow, bardzo popularny w buenos; zadziwiajace jest to, ze psiska spaceruja, czekaja, siedza i bawia sie w calkowitej zgodzie...
juz kilka razy zacytowano nam argentynski truzim cyt. : W Argentynie latwiej jest powiedziec rodzicom, ze sie jest gejem, niz wegetarianinem... :) a o pomidora ciezko...