sobota, 13 października 2007

z reguly sa na chodzie...
na szczescie nawet w poludnie, w srodku rygorystycznie traktowanej sjesty, mozna obudzic wlascicielke delikatesow


pueblo pod Huahamaca
dieta w Andach : rano empanada, szklanka piwa, salatka owocowa z kubla, pozniej zaczyna sie sjesta, zero mozliwosci kupienia zarcia, wiec do wieczora na lisciach koki...dajemy rade

Luka degustuje
czerwone wytrawne argentynskie, pn zbocza...

te gorki maja po 5 tys m


wialo jak cholera, te nasze kruszynki to ledwie utrzymywaly rownowage....


wedrowalismy krawedzia kanionu, pustynia, kaktusy, nad glowa dwa kondory tylko czekaja, az nam sie skonczy woda...

...a na dnie kanionu strumyk szerokosci 40 cm i inny swiat...
trudno uwierzyc
Anka i Szalony Kapelusznik

Huahamaca, 3150 m n.p.m,
poszlismy na malo turystyczne przedmiescia szukac lam