niedziela, 11 lutego 2007




To jest tutorial.
***
Tutorial o tym, jak w pięknym mieście Lizbonie zarobić w sposób w miarę szybki i przyjemny na kolację z niezłym winem i ewentualnie śniadanie.
Tutorial jest raczej roboczy, poglądowy, ale w tej sytuacji całkowicie wystarczający, co nie zostało powiedziane, każdy z Czytelników sobie dopowie...
***
Potrzebny będzie komputer, drukarka i aparat cyfrowy.
Pierwsze i drugie każdy posiada, a przynajmniej ma dostęp w miarę bezproblemowy, co do aparatu cyfrowego, to może być też i zwykły, ale to wydłuża procedurę, a głód straszny jest..:-)
***
Pierwsze, co trzeba zrobić, to poczekać na słoneczny poranek, z ostrym, południowym słońcem, coby się nam architektura ładnie w kadrze rysowała. Później trzeba spacerowym krokiem udać się w kierunku Bairro Alto na przykład, za cel ostateczny obierając sobie Elevador da Bica, mekkę dla turystów, wieloletni symbol miasta, pierwsze i ostateczne skojarzenie etc, etc....
Ponieważ ranek jest piękny, nie ma co się spieszyć, elevador to nie tramwaj i daleko nie odjedzie, można po drodze wstąpic na naparstek espresso, wzmacniając wrażliwość i pewność ręki...
***
Po dotarciu na miejsce, po bliższej analizie okolicy, zabudowy, kąta padania promieni słonecznych itd. w zajmujemy w miarę możliwości strategiczną miejscówkę, najlepiej w słońcu, bo w końcu zima jest i żeby nas ,nie daj Boże, nie zawiało, i pogrążamy się w błogim lenistwie czyli oczekiwaniu.
Nie ma obawy, żebyśmy , cokolwiek oderwani od rzeczywistości,przegapili przezjazd kolejki, bo stary grat rzęzi, skrzypi i turkocze jak sto nieszczęść, doprowadzając do histerii i ciężkiej paniki co bardziej zaspane koty i gołębie.
***
Jeśli za pierwszym razem nie uda nam się pstryknąć satysfakcjonującej foty, nie ma problemu, za 15 minut maszyna będzie gramolić się pod górę z powrotem, a dzień jest piekny, więc możemy poczekać... Na tą okolicznośc warto mieć przygotowaną pomarańczę, ew. pół butelki wina, co z wczoraj została, cudem jakimś...
***
Po powrocie do domu i odpaleniu stanowiska roboczego, czym prędzej zrzucamy fotę na twardy i otwieramy Photoshopa, wersja obojętna, byle z tej dekady.
Poszczególne kroki obrazują zamieszczone wyżej obrazki, w żadne dokładne podawanie cyfr i wartości nie ma co się bawić, każde zdjęcie jest inne i wymaga intuicyjnego podejścia; poza tym tworzymy półprodukt, detalami i dokładnością nie ma sensu na tym etapie się przejmować:-)
***
Ponieważ wybrana fota była doskonałym przykładem zakrzywienia czasoprzestrzeni, czyli nie trzymała pionu, trzeba ją było do pionu doprowadzić; perwspektywa wertykalna w efekciarskich rysuneczkach nie jest zła, w tym wypadku jednak wagonik po prostu się zataczał...
Używając funkcji measure tool (pasek narzędzi) zaznaczam krawędź, którą chciałbym widzieć pionową , w moim przypadku narożnik po lewej ( im dłuższa krawędź, tym dokładniejszy obrót) i stosuję Image/ Rotate canvas/Arbitrary
Po kosmetycznym skadrowaniu, efekt w miarę zadowalający.
W tym momencie dobrze jest zmienić rozdzielczość foty na 300 dpi , przyda się za chwilę.
***
Teraz tak : Filter / Stylize / Find edges , efekt na obrazku nr 3 .
Wyciągnął krawędzie, ale mamy dużo szumów, kolorowych kresek, ogólnie rzecz biorąc, trzeba posprzątać. Brightness na 60, contrast na 30, mniej więcej, wg uznania i poglądu:-) nr 4
Następnie , Select / Color range , zaznaczamy czarny, z tolerancją ok 160 , następnie Select / Inverse , wywalamy zaznaczenie - nr 5
Pozbywamy się w ten sposób wszystkich kolorowych , niepotrzebnych śmieci, zostaje grafika w szarościach. Tych szarości za dużo, więc podkręcamy kontrast i jasność , a następnie po raz kolejny Select / Color range / tym razem zaznaczamy biały, z dużą tolerancją, po zaznaczeniu : Select / Modify / Expand z wartością 1 lub 2, wywalamu zaznaczenie, powinien :-) zostać tylko czarny szkielet. Dobrze jest mieć dodatkową warstwę pod spodem, wypełnioną na biało.
Teraz już tylko zwiększyć jasność , raczej znacznie , w miejscach, gdzie zagęszczenie linii jest za duże, podziałać gumką , ale na szybko i bez wchodzenia w szczegóły i mamy gotowy piękny, wrażeniowy , "ołówkowy" podrys pod akwarelkę...
***
Dukujemy na papierze akwarelowym ustawiając jakośc na roboczą, więcej nie potrzebujemy, a i też niech się drukarka za długo z papierem o sporej gramaturze nie męczy:-)
Malujemy, etap przyjemny, ok. godziny, można na świeżym powietrzu, kończąc wczorajsze wino, jeśli coś zostało po porannym spacerze.
Efekt ostateczny - patrz poprzedni post.

Na koniec szybkie passe-partou (?) z granatowego papieru, w myśl świętej zasady, że wszystko wygląda lepiej na ciemnym tle i można wędrować na strasznie piękne Miradouro de Graca, taras z widokiem na dachy Alfamy przyjmujący 100 złaknionych wrażeń turystów na minutę.
Witamy się z grajkiem , który co prawda robi konkurencję , ale znowuż nie tak wielką , obrót ma duży , ale za to zysk mały, rozkładamy kram, przyjmujemy pozę w miarę nonszalancką , w miarę skupioną, a na pewno sugerującą oderwanie od spraw ziemskich i motłochu, i czekamy...:-)
Czekanie można urozmaicać sobie słuchaniem komentarzy Polaków, którzy zawsze i wszędzie żywią kretyńskie przekonanie, że są jedynymi Polakami w okolicy...:-)
Po godzinie , jeśli wszystko poszło zgonie z planem, szczęśliwa Amerykanka opuszcza taras dzierżąc zwycięsko w dłoni kawał sztuki tramwajowej, a my możemy zwijać interes.
Możemy też poczekac jeszcze godzinkę, będzie na dwie kolacje:-)


***
Jeśli nie dysponujemy drukarką, doskonałe efekty przynosi również szybowanie z ekranu laptopa, rozłożonego jak album na kolanach; używamy grubego papieru i miękkiego ołówka 0,5 , coby nie narazić ekranu na ewentualne rysy.

***
Miło jest siąść na ulicy i spokojnie porysować. Jeśli jednak musisz to samo narysować drugi raz, czujesz lekką irytację, przy trzecim wpadasz w nastrój grobowy i źle życzysz otoczeniu, przy czwartym, odkładasz ołówek na samym początku, przypominasz sobie, że to już XXI w. i ciepłym okiem patrzysz na komputer.
Cóż, manufaktura...
:-)
Pozdrawiam!