środa, 31 stycznia 2007


no dobra, żeby nie było, że tu tylko wino, kobiety, śpiew...
pierwsze próby od ponad roku, daj boże, bedzie lepiej...:-)

poniedziałek, 29 stycznia 2007

***
***
podobno dostają ekstra dodatek od miasta za samo urozmaicanie krajobrazu;
...
całkiem słusznie w sumie:-)

sobota, 27 stycznia 2007

piątek, 26 stycznia 2007

czwartek, 25 stycznia 2007

Elevador da Bica
nr 28
...
Cristo Rei
Klezmatics
...
w połowie przerwali koncert, poprosili o chwilę ciszy i zadedykowali następny utwór Ryszardowi Kapuścińskiemu,
w ładnych, prostych słowach.
...
Niesamowity koncert, świetna publika

http://www.klezmatics.com/

środa, 24 stycznia 2007

Alfama VII
Alfama VI
Alfama V
...
co sobota pchli targ, kompletnie ze wszystkim

Alfama IV
Alfama III
...
ta mniej turystyczna
Alfama II

Alfama
...
widoki pocztówkowe, aż banalne, ale trudno się powstrzymać:-)
pewnie szybko mi przejdzie...
Ai, Lisboa...
Chyba nawet nie będę się silił na opisy, masę wrażeń, czasami kompletnie sprzecznych;
....
a to jest widok z okna, balkonu i tarasu równocześnie, mojej obecnej mety na Alfamie.
Ponte du Luis, samego pana Eiffla;
dwa poziomy, na górze ruch tylko tramwajowy i pieszy, z przewagą drugiego, miejsce doskonałe na kielich wina, widoki urywają głowę...
prosto z drzewa...no fantastyczne
Most literalnie wrzyna się w starą zabudowę,zostało naocznie stwierdzone, że w miejscu, gdzie czegoś nie doliczono ( o ile próbowano...) , stojąca na drodze postępu attyka została usunięta kilofem... i się zmieściło:-)
Średniowiecze w Porto przebija nie tylko z kamiennych murów , również z nader popularnych, betonowych(!) , prefabrykowanych ręcznych pralek, to te "taborety" na drugim planie...

***
Od podwórka - feeria barw, kształtów, faktur i zapachów, od ulicy - często butiki, w szkle , marmurach i stali.
O tej porze roku w Porto nie uświadczysz turystów; jeśli się pojawiają, budzą zrozumiałe zainteresowanie....

wtorek, 23 stycznia 2007



no to jedziemy z tym blogiem...

***
na pierwszy ogień Porto, miasteczko wcale nie małe, pięknie i rozłożyście siedzi okrakiem nad rzeką Duero, po jednej stronie do samej wody schodzi wąskimi, wściekle urokliwymi ulicami stare miasto, po drugiej biją po oczach wielkie białe litery nazw producentów Porto, wymalowane na krytych dachówką dachach magazynów. No a całość spięta cudem konstrukcyjnym, Ponte du Luis...
Nocleg u couchsurfera, dusza człowiek, aktor z teatru, filmu i wszystkiego, co podejdzie, żadnej pracy się nie boi, niezłe lokum na ostatnim piętrze kamienicy, w sumie w centrum, widoki omalże po horyzont, chaos wręcz artystyczny, do którego byliśmy niewielkim dodatkiem...W warszawie był, nie podobało mu się, ale co on tam wie...Acha, i nie zamyka drzwi na klucz, co za tym idzie, my też nie zamykaliśmy, zabawne uczucie...:-)
Zdeptaliśmy Porto we wszystkich możliwych kierunkach, a na wieczór rzuciło nas , razem z Rui i jego serdecznym kolegą, imienia nie pamiętam, zabawny typ, coś jak Begnini z gęby, 1000 słów na minutę i podskakuje, do przemiłej knajpy, coś w stylu zagłębia na Dobrej, stara kamienica, dwa poziomy, na dole reggae i podwórko z palmami, na górze sam już nie wiem co, chyba wszystko po kolei , pozytywny tłum, i wszystko ,rzecz jasna, w ziołowych oparach.
No a rano zerwałem sobie pomarańczę prosto z drzewka, nie jakieś tam paskudztwo , co to rośnie na ulicach, ale soczysty, słodki znak lepszych czasów:-) w styczniu. życie jest piękne...
...
Porto słynie z kiepskiej pogody, wilgotny klimat, niezły dla winogron, ale jak dla mnie, ciut za mokro, mimo wszystko, żal się było zbierać. A jaki mają dworzec kolejowy....:-)