wtorek, 27 lutego 2007



z listu...
"...ciepło i przytulnie, tym bardziej, że na moim ramieniu, wspierając w moją szyję pazurzaste łapy i mrucząc jak conajmniej dwa silniki bombowca leży Pan Marquez, dachowiec czystej wody, król Alfamy i przyległości, przyniesiony w sposób mało godny w pudełku dzis wieczór ze sklepu, w którym to Tani przyszło pracować, a przy okazji zasiedziałymi kocurami się opiekować. Pan Marquez zostanie poddany jutro mało przyjemnemu zabiegowi, który jednakże wcale jest popularny wśród niewyżytych sierściuchów, co za tym idzie , patrzę na niego wzrokiem pełnym współczucia i staram się, w miarę mozliwości, umilić mu ten wieczór... Pan Marquez ze swojej strony rewanżuje się tym samym, ze spokojem godnym stoika przyjmuje widmo skalpela, nie robi scen, nie tłucze naczyń, więc wieczór upływa nam w atmosferze pełnej akceptacji, wzajemnego zrozumienia i kompletnego oderwania od świata zewnętrznego i przyziemnych spraw jego..."
***
zdjęcie b&w , coby mi jedna zaraza z drugą nie wypominały nosa....

poniedziałek, 26 lutego 2007

Onde a terra acaba e o mar começa

autoportret z psem, tzw. "z łapy"...
***
***
żeby zejść na dół, trzeba pokonać 40 pięter, skala trudności - Orla Perć, w najlepszych momentach
***
a i tak najbardziej bałem się o tego kundla, co chwila zostawał w tyle, bo nie mógł sobie poradzić i miałem cichą nadzieję, że po prostu w końcu zawróci...
ale nie, po chwili mnie doganiał i jak później zobaczyłem , w jaki sposób pokonuje trudne momenty, zrobiło mi się słabo, o mały włos,a miałbym go na sumieniu;
po prostu stosował "upadek kontrolowany"...
widok na północ, 140 m n.p.m.
jak zawsze, coś się przyplątało...
***
na tej fotce zostało uwiecznionych dwóch wędkarzy;
wysokościowych...
koniec Europy
***
tak było pięknie, że aż zostałem na noc...:-)

niedziela, 25 lutego 2007

szczyty portugalskiej myśli technicznej - drewniane drzwi obrotowe...
tereny dookoła Sintry są niesamowicie popularne wśród wszelkiego rodzaju bractw, poczynając od skautów, a kończąc na Portugalskim Zrzeszeniu Driudów
***
trudno się dziwić, i jednym i drugim...:-)
***
detal
ładne cienie:-)
***
willa na obrzeżach Sintry
krużganki Palacio Nacional da Pena
Sintra
***
na drugim planie Palacio National de Sintra

czwartek, 22 lutego 2007

lizboński uniwerek, nie dam głowy, który wydział, ale zdaje się , że socjologia...

środa, 21 lutego 2007

teraz trochę morza:-)
a właściwie - oceanu...
***
jeszcze tylko 2 456 345 oczek...
sprzęt do połowu krabów
***
***

sobota, 17 lutego 2007

czwartek, 15 lutego 2007

i całe życie w alfamie
***
nocne rozmowy
coby tradycji stało się zadość, musiało się pojawić, wcześniej , czy później...
***
elevador de santa justa

wtorek, 13 lutego 2007

Idę omalże w ślady przodków, z których jeden, jak wieść głosi, był kolejarzem w dawnym Stanisławowie...
***
ja zostałem tramwajarzem...
:-)

niedziela, 11 lutego 2007




To jest tutorial.
***
Tutorial o tym, jak w pięknym mieście Lizbonie zarobić w sposób w miarę szybki i przyjemny na kolację z niezłym winem i ewentualnie śniadanie.
Tutorial jest raczej roboczy, poglądowy, ale w tej sytuacji całkowicie wystarczający, co nie zostało powiedziane, każdy z Czytelników sobie dopowie...
***
Potrzebny będzie komputer, drukarka i aparat cyfrowy.
Pierwsze i drugie każdy posiada, a przynajmniej ma dostęp w miarę bezproblemowy, co do aparatu cyfrowego, to może być też i zwykły, ale to wydłuża procedurę, a głód straszny jest..:-)
***
Pierwsze, co trzeba zrobić, to poczekać na słoneczny poranek, z ostrym, południowym słońcem, coby się nam architektura ładnie w kadrze rysowała. Później trzeba spacerowym krokiem udać się w kierunku Bairro Alto na przykład, za cel ostateczny obierając sobie Elevador da Bica, mekkę dla turystów, wieloletni symbol miasta, pierwsze i ostateczne skojarzenie etc, etc....
Ponieważ ranek jest piękny, nie ma co się spieszyć, elevador to nie tramwaj i daleko nie odjedzie, można po drodze wstąpic na naparstek espresso, wzmacniając wrażliwość i pewność ręki...
***
Po dotarciu na miejsce, po bliższej analizie okolicy, zabudowy, kąta padania promieni słonecznych itd. w zajmujemy w miarę możliwości strategiczną miejscówkę, najlepiej w słońcu, bo w końcu zima jest i żeby nas ,nie daj Boże, nie zawiało, i pogrążamy się w błogim lenistwie czyli oczekiwaniu.
Nie ma obawy, żebyśmy , cokolwiek oderwani od rzeczywistości,przegapili przezjazd kolejki, bo stary grat rzęzi, skrzypi i turkocze jak sto nieszczęść, doprowadzając do histerii i ciężkiej paniki co bardziej zaspane koty i gołębie.
***
Jeśli za pierwszym razem nie uda nam się pstryknąć satysfakcjonującej foty, nie ma problemu, za 15 minut maszyna będzie gramolić się pod górę z powrotem, a dzień jest piekny, więc możemy poczekać... Na tą okolicznośc warto mieć przygotowaną pomarańczę, ew. pół butelki wina, co z wczoraj została, cudem jakimś...
***
Po powrocie do domu i odpaleniu stanowiska roboczego, czym prędzej zrzucamy fotę na twardy i otwieramy Photoshopa, wersja obojętna, byle z tej dekady.
Poszczególne kroki obrazują zamieszczone wyżej obrazki, w żadne dokładne podawanie cyfr i wartości nie ma co się bawić, każde zdjęcie jest inne i wymaga intuicyjnego podejścia; poza tym tworzymy półprodukt, detalami i dokładnością nie ma sensu na tym etapie się przejmować:-)
***
Ponieważ wybrana fota była doskonałym przykładem zakrzywienia czasoprzestrzeni, czyli nie trzymała pionu, trzeba ją było do pionu doprowadzić; perwspektywa wertykalna w efekciarskich rysuneczkach nie jest zła, w tym wypadku jednak wagonik po prostu się zataczał...
Używając funkcji measure tool (pasek narzędzi) zaznaczam krawędź, którą chciałbym widzieć pionową , w moim przypadku narożnik po lewej ( im dłuższa krawędź, tym dokładniejszy obrót) i stosuję Image/ Rotate canvas/Arbitrary
Po kosmetycznym skadrowaniu, efekt w miarę zadowalający.
W tym momencie dobrze jest zmienić rozdzielczość foty na 300 dpi , przyda się za chwilę.
***
Teraz tak : Filter / Stylize / Find edges , efekt na obrazku nr 3 .
Wyciągnął krawędzie, ale mamy dużo szumów, kolorowych kresek, ogólnie rzecz biorąc, trzeba posprzątać. Brightness na 60, contrast na 30, mniej więcej, wg uznania i poglądu:-) nr 4
Następnie , Select / Color range , zaznaczamy czarny, z tolerancją ok 160 , następnie Select / Inverse , wywalamy zaznaczenie - nr 5
Pozbywamy się w ten sposób wszystkich kolorowych , niepotrzebnych śmieci, zostaje grafika w szarościach. Tych szarości za dużo, więc podkręcamy kontrast i jasność , a następnie po raz kolejny Select / Color range / tym razem zaznaczamy biały, z dużą tolerancją, po zaznaczeniu : Select / Modify / Expand z wartością 1 lub 2, wywalamu zaznaczenie, powinien :-) zostać tylko czarny szkielet. Dobrze jest mieć dodatkową warstwę pod spodem, wypełnioną na biało.
Teraz już tylko zwiększyć jasność , raczej znacznie , w miejscach, gdzie zagęszczenie linii jest za duże, podziałać gumką , ale na szybko i bez wchodzenia w szczegóły i mamy gotowy piękny, wrażeniowy , "ołówkowy" podrys pod akwarelkę...
***
Dukujemy na papierze akwarelowym ustawiając jakośc na roboczą, więcej nie potrzebujemy, a i też niech się drukarka za długo z papierem o sporej gramaturze nie męczy:-)
Malujemy, etap przyjemny, ok. godziny, można na świeżym powietrzu, kończąc wczorajsze wino, jeśli coś zostało po porannym spacerze.
Efekt ostateczny - patrz poprzedni post.

Na koniec szybkie passe-partou (?) z granatowego papieru, w myśl świętej zasady, że wszystko wygląda lepiej na ciemnym tle i można wędrować na strasznie piękne Miradouro de Graca, taras z widokiem na dachy Alfamy przyjmujący 100 złaknionych wrażeń turystów na minutę.
Witamy się z grajkiem , który co prawda robi konkurencję , ale znowuż nie tak wielką , obrót ma duży , ale za to zysk mały, rozkładamy kram, przyjmujemy pozę w miarę nonszalancką , w miarę skupioną, a na pewno sugerującą oderwanie od spraw ziemskich i motłochu, i czekamy...:-)
Czekanie można urozmaicać sobie słuchaniem komentarzy Polaków, którzy zawsze i wszędzie żywią kretyńskie przekonanie, że są jedynymi Polakami w okolicy...:-)
Po godzinie , jeśli wszystko poszło zgonie z planem, szczęśliwa Amerykanka opuszcza taras dzierżąc zwycięsko w dłoni kawał sztuki tramwajowej, a my możemy zwijać interes.
Możemy też poczekac jeszcze godzinkę, będzie na dwie kolacje:-)


***
Jeśli nie dysponujemy drukarką, doskonałe efekty przynosi również szybowanie z ekranu laptopa, rozłożonego jak album na kolanach; używamy grubego papieru i miękkiego ołówka 0,5 , coby nie narazić ekranu na ewentualne rysy.

***
Miło jest siąść na ulicy i spokojnie porysować. Jeśli jednak musisz to samo narysować drugi raz, czujesz lekką irytację, przy trzecim wpadasz w nastrój grobowy i źle życzysz otoczeniu, przy czwartym, odkładasz ołówek na samym początku, przypominasz sobie, że to już XXI w. i ciepłym okiem patrzysz na komputer.
Cóż, manufaktura...
:-)
Pozdrawiam!

sobota, 10 lutego 2007

***
manufaktura działa i przynosi zyski...
o tramwajach można nieskończenie...

czwartek, 8 lutego 2007

***
Lisboa, miasto portowe;
***
niech nikogo nie zmyli ten błękit rzeki, Tag składa się z wody w znikomym procencie...

środa, 7 lutego 2007

manufakturka ruszyła...

wtorek, 6 lutego 2007

poniedziałek, 5 lutego 2007

a tak sobie pstryknałem, w drodze do sklepu...:-)
Gare do Oriente
przejście pod Gare do Oriente
expo'98

sobota, 3 lutego 2007

costa da caparica
costa da caparica